Apacze w zasadzce!

Kiedy 21 marca 2003 30 śmigłowców bojowych AH-64 Apache z 11. Pułku wystartowało z bazy w Kuwejcie w kierunku miasta Nasiriyah w okolicach Karbali celem polowania na T-72 oraz okrążenia i stłumienia oporu Irakijczyków nikt z ich załóg nie przypuszczał, że tego dnia po trzech godzinach akcji do bazy wróci w pełni sprawny tylko jeden Apache. Śmigłowce tnąc powietrze swoimi niezwykle odpornymi na przestrzelenia kompozytowymi łopatami zbliżały się do miejsca, w którym załogi zostaną poddane ciężkiej próbie w dobrze przygotowanej zasadzce – na dodatek zasadzce przygotowanej w tak niebezpiecznym dla śmigłowców terenie zurbanizowanym.

W pewnym momencie nasłuch elektroniczny Amerykanów nagle odnotował rozdzwonienie się telefonów komórkowych w obserwowanej okolicy w której spodziewano się sił Irackich. Nie wiedzieli jeszcze, że był to umówiony sygnał od wysuniętych „obserwatorów” informujący świetnie ukrytych żołnierzy Irackiej Gwardii Republikańskiej o zbliżających się amerykańskich śmigłowcach bojowych. Na umówiony znak: po odcięciu od zasilania energią elektryczną całego miasta Nasiriyah z zamaskowanych stanowisk ogniowych, na Amerykanów miał posypać się z różnych kierunków grad pocisków – od pocisków z karabinków szturmowych AK-47 po pociski z armat przeciwlotniczych kalibru 23, 37 mm. Kiedy amerykańskie Apacze znalazły się w zasięgu dostały się pod grad silnego ostrzału z zamaskowanych punktów ogniowych rozsianych w terenie. Wskutek zaskoczenia i wcześniejszym braku informacji o pozycji grup bojowych wroga załogi musiały same wyszukiwać cele a tym samym dostawały się co chwila pod ogień irackich stanowisk. Wskutek ostrzału i panującego chaosu amerykanie doznali ogromnych strat: jeden Apache o kodzie wywoławczym „Vampire 1-2”, pilotowany przez chorążych Davida S. Williamsa i Ronalda D. Younga Jr. wskutek uszkodzenia pociskiem instalacji hydraulicznej został zestrzelony, miał uszkodzone radio a jego załoga ostatecznie dostała się do irackiej niewoli. Z kolei operator uzbrojenia Jason King ze śmigłowca o kodzie wywoławczym “Palerider 1-6”, został trafiony w szyję z pocisku karabinka szturmowego AKM sowieckiej produkcji, po powrocie do bazy i ewakuacji do Niemiec został zoperowany, przeżył i wrócił do jednostki po kilku tygodniach.

Z 29 śmigłowców, które powróciły do bazy po półgodzinnej wymianie ognia, każdy miał średnio 15-20 śladów trafień, jedna maszyna otrzymała aż 29 trafień z różnego kalibru, 16 łopat wirników głównych i 6 wirników ogonowych zostało nieodwracanie uszkodzonych, uszkodzeniom nie do naprawienia uległo też sześć silników i pięć wałów napędowych śmigieł ogonowych. Podczas powrotu dwa śmigłowce omal nie zderzyły się ze sobą, większość miała uszkodzony sprzęt nawigacyjny. W eskadrze sprawny pozostał tylko jeden śmigłowiec a odbudowanie pełnej zdolności bojowej zajęło aż miesiąc. Na ten wynik akcji miał też wpływ fakt, iż atak opóźnił się o trzy godziny, gdyby atak odbył się o zaplanowanym czasie śmigłowce miały by zapewnioną skoordynowaną osłonę lotnictwa – w momencie ataku samolotów wsparcia już nie było w rejonie akcji.


Wskutek tych bolesnych wydarzeń zrewidowano taktykę użycia śmigłowców bojowych wprowadzając wiele obostrzeń do ich użycia. Zatem jest to kolejny przykład, że przewaga technologiczna może zostać szybko utracona poprzez brak rozpoznania sił wroga, niewłaściwą taktykę użycia posiadanego sprzętu, znajomość terenu i brak skoordynowanego wsparcia z powietrza. Zatem czy Apacz zawiódł? Nie – nawet uznawany za najlepszy śmigłowiec bojowy świata może stać się łatwym celem gdy jest używany w sposób, w którym nie uwzględniono jego ograniczeń i sił czy środków jakimi dysponuje przeciwnik.

Tekst: Dariusz Niewinowski

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Pin It on Pinterest

0
Would love your thoughts, please comment.x